List I — 29 wrz 2026

Powróćmy do marzeń…

bo to one kreują naszą przyszłość

Dear Reader,

zapraszam Cię do mojej przestrzeni — do słów, które długo żyły we mnie po cichu, zanim odważyłam się wypowiedzieć je na głos. Dziś uchylam przed Tobą trochę szerzej drzwi do mojego wewnętrznego świata…

Pisząc te słowa, czuję coś pomiędzy wzruszeniem a niedowierzaniem, bo są w życiu takie momenty, kiedy nagle dostrzegamy, że coś, co przez długi czas istniało tylko w sferze marzeń, zaczyna nabierać realnego kształtu. I chyba właśnie w takim miejscu jestem dzisiaj — z pierwszym listem do Ciebie i z książką, która już niedługo również pojawi w tej przestrzeni.

To, co widać z zewnątrz, jest tylko częścią naszej historii. Mnie bardziej interesuje to, co dzieje się pod powierzchnią codzienności — co czujemy, czego pragniemy, czego się obawiamy, co nas zatrzymuje i jakie pytania pojawiają się wtedy, kiedy na chwilę cichnie świat wokół nas.

Bo chyba właśnie tam zaczynają się nasze najważniejsze historie.

I do tego świata chcę Cię zapraszać w Listach od Ines — nie po to, żeby dawać Ci gotowe odpowiedzi ani mówić, jak należy żyć, ale żeby dzielić się tym, czego sama doświadczam, co czuję i co odkrywam. 

Być może czasem pomiędzy moimi słowami odnajdziesz również kawałek własnej historii — coś, co od dawna nosisz w sobie, choć jeszcze nie udało Ci się tego nazwać.

Mój pierwszy list chcę poświęcić marzeniom.

Kiedy patrzę dziś na swoje życie, widzę, jak wiele dawnych pragnień stało się moją rzeczywistością.

Jestem w miejscu, w którym czuję wolność, miłość i wdzięczność, ale chyba najważniejsze jest to, że znowu potrafię zapytać siebie:

Czego jeszcze pragnę dla siebie?

Dziś mam odwagę wracać do marzeń, którym przez lata nie dawałam miejsca.

Nie przyszło to od razu. Najpierw musiałam zatrzymać się i przyznać, że życie, które z zewnątrz wyglądało dobrze, we mnie zostawiało coraz więcej pustki.

I wtedy pojawiło się pytanie:

Czy naprawdę żyję życiem, o którym kiedyś marzyłam?

A jeśli nie — to kiedy przestałam słuchać siebie?

O tej drodze opowiadam szerzej w mojej książce. Tutaj chcę zatrzymać się przy marzeniach, bo one rzadko znikają naprawdę. Częściej odsuwamy je po cichu — na później, na spokojniejszy czas, na moment, kiedy dzieci będą starsze, pracy będzie mniej, pieniędzy więcej, a życie wreszcie zrobi trochę miejsca.

Tylko że ten idealny moment często nie przychodzi.

I właśnie wtedy marzenia zaczynają cichnąć tak bardzo, że któregoś dnia możemy już nie pamiętać, czego kiedyś naprawdę pragnęliśmy. Czuję, że jako ludzie coraz bardziej odłączyliśmy się od marzeń i zaczęliśmy żyć w trybie przetrwania — częściej funkcjonując, niż naprawdę żyjąc…

Wierzę, że warto powrócić do marzeń bo one kreują naszą przyszłość. Zanim cokolwiek wydarzy się naprawdę, najpierw pojawia się w nas obraz, pragnienie, ciche „chcę”, którego czasem jeszcze nie umiemy nawet nazwać.

Wierzę też, że marzenia nie pojawiają się w nas przypadkiem. Są dla mnie jednym z języków Intuicji, naszego Głosu Wewnętrznego — tej cichej części nas, która wie wcześniej niż rozum. Często właśnie poprzez pragnienia podpowiada nam, w którą stronę warto iść. Czasem wystarczy jedna myśl, jeden obraz przyszłości, żeby poczuć w sobie tę iskrę.

Być może w tym tkwi najpiękniejsza siła marzeń — każde z nich prowadzi nas trochę bliżej do siebie.

Bo marzenia się nie spełniają — marzenia się spełnia.

Na tym polega cała różnica. W pewnym momencie przestajemy tylko czekać i zaczynamy robić dla nich miejsce. Czasem wystarczy jeden mały krok, żeby coś w nas ruszyło i żeby znowu pojawiło się to piękne poczucie, że mamy dokąd zmierzać.

Tylko jak usłyszeć własne marzenia, kiedy codzienność mówi tak głośno?

Jak przebić się przez głos wewnętrznego krytyka, który znacznie chętniej przypomina nam, czego nie chcemy, czego się boimy i co może się nie udać, niż podpowiada, czego naprawdę pragniemy?

Zauważyłam, jak łatwo przychodzi nam odpowiedź na pytanie: „Czego nie chcę w swoim życiu? Czego nie chcę w pracy? Czego mam już dość?”. Odpowiedzi pojawiają się niemal automatycznie. Ale kiedy odwrócimy pytanie i zapytamy: „A czego właściwie chcę?”, często zapada cisza. Jakbyśmy znacznie lepiej nauczyli się rozpoznawać to, od czego chcemy uciec, niż to, w stronę czego chcemy iść.

A przecież można spróbować spojrzeć na swoje życie inaczej — nie przez pryzmat tego, czego chcemy uniknąć, lecz tego, co chcemy stworzyć. Zamiast pytać siebie: „Czego już nie chcę?”, zacząć pytać: „Czego chcę więcej? Jak chcę się czuć? Jakiego życia chcę dla siebie?”. I właśnie od takich pytań zaczęło się moje własne wracanie do marzeń.

Ja znalazłam tę przestrzeń na poddaszu mojego domu. Stał tam mój ulubiony fotel, w tle grała muzyka, której akurat potrzebowałam, a obok czekał na mnie zeszyt. Na pierwszej stronie napisałam po prostu: „MOJE MARZENIA”.

Odkładałam telefon, siadałam i przez chwilę pozwalałam światu istnieć beze mnie.

Zamykałam oczy, brałam głęboki oddech i zaczynałam marzyć. Widziałam siebie na pustej plaży otoczonej wysokimi klifami. Spacerowałam z mężem i psami, gdzieś za nami biegały dzieci. Ale sam obraz nie był dla mnie najważniejszy. Najważniejsze było czucie.

Starałam się wejść w tę scenę tak głęboko, jakbym naprawdę już tam była. Czułam wiatr na skórze, zapach słonego morza, sosnowego lasu gdzieś obok, słyszałam szum fal. Pozwalałam sobie poczuć spokój, wolność, radość — wszystko to, czego pragnęłam doświadczać w tym przyszłym życiu.

Bo właśnie wtedy wyobrażenie przestaje być tylko obrazem w głowie. Kiedy dołączamy do niego emocje, zmysły i reakcje ciała, mózg zaczyna przetwarzać je w sposób znacznie bardziej zbliżony do realnego doświadczenia. Badania nad wyobraźnią pokazują, że mentalne obrazy wykorzystują część tych samych sieci neuronalnych co rzeczywista percepcja, a obrazy nasycone emocją potrafią wywoływać także realne reakcje fizjologiczne. 

Dlatego dla mnie wizualizacja nigdy nie była tylko „widzeniem” przyszłości. Chodziło o to, żeby ją poczuć — tak, jakby przez kilka chwil już była moim życiem.

Właśnie o tym mówią także Joe Dispenza i Vadim Zeland: nie tylko o kierowaniu uwagi na to, czego pragniemy, ale o wejściu w emocjonalny stan przyszłego doświadczenia, zanim pojawi się ono w naszej obecnej rzeczywistości.

Nie szukałam odpowiedzi na siłę. Pozwalałam, żeby najpierw pojawiły się obrazy, pojedyncze myśli, czasem tylko jakieś trudne do uchwycenia przeczucie. Zapisywałam wszystko, zanim mój Wewnętrzny Krytyk zdążył powiedzieć, że to nierealne, niepraktyczne albo zwyczajnie nie dla mnie.

Ten czas nazwałam „Czasem na Marzenia”.

Przez około pół roku regularnie wracałam do tych obrazów i do tego, co przy nich czułam. Dziś mieszkam obok morza i klifów, które kiedyś istniały tylko w mojej wyobraźni, i za każdym razem, kiedy sobie o tym przypominam, czuję ogromną wdzięczność. Być może właśnie dlatego tak bardzo chciałam podzielić się z Tobą tą metodą — żebyś i Ty pozwolił sobie nie tylko pomyśleć o życiu, którego pragniesz, ale naprawdę je zobaczyć, poczuć i zacząć robić dla niego miejsce.

 Nie potrzebujesz poddasza ani specjalnego rytuału. Potrzebujesz tylko chwili ciszy i odwagi, żeby na moment odłożyć na bok wszystko, co „trzeba” i zapytać siebie:

Gdyby na chwilę zniknęły wszystkie ograniczenia - jak naprawdę chcę żyć? Co chcę czuć? Gdzie chcę być? Co chcę tworzyć? Czego chcę doświadczać?

A potem zapisuj.

Bez oceniania. Bez poprawiania. Bez planu.

Na plan przyjdzie czas później.

Najpierw spróbuj usłyszeć to, co zwykle ginie pod hałasem codzienności — pierwsze ciche pragnienie, które pojawia się, zanim rozum zdąży je ocenić.

Kiedy na chwilę uciszymy wszystkie nasze „muszę”, „nie wypada”, „to niemożliwe” i „jest już za późno”, czasem pojawia się coś znacznie cichszego — myśl, obraz, pragnienie, które było w nas wcześniej, zanim zdążyliśmy je ocenić.

Ja nazywam to Głosem Wewnętrznym.

On nie krzyczy. Raczej przypomina o czymś, co od dawna w nas żyje.

Pisząc ten list, przypomniałam sobie jedno z moich pierwszych marzeń. Jako nastolatka chciałam zostać stewardesą.

Dziś wiem, że nie chodziło tak naprawdę o sam zawód. Chodziło o wolność. O świat, który wtedy wydawał mi się ogromny, daleki i niemal niedostępny. O pragnienie, żeby zobaczyć, co jest dalej.

Nie zostałam stewardesą.

A jednak tamto marzenie wcale nie zniknęło.

Podróżuję, żyję pomiędzy dwoma krajami, poznaję miejsca, które kiedyś istniały dla mnie tylko na pocztówkach. I kiedy patrzę na to dzisiaj, czuję, że tamta dziewczyna odnalazła właściwie to, czego naprawdę pragnęła— tylko w zupełnie innej formie.

Może właśnie tak jest z niektórymi marzeniami.

Zmieniają kształt, dojrzewają razem z nami, czasem prowadzą nas inną drogą, niż sobie wyobrażaliśmy. Ale to, co było w nich najgłębsze — wolność, miłość, tworzenie, niezależność, poznawanie świata — potrafi pozostać w nas przez całe życie.

Marzenie może zmienić formę, ale pragnienie, które za nim stoi, pozostaje żywe.

Dlatego czasem warto wrócić do dawnych marzeń i zamiast pytać tylko, czy udało się je spełnić, zapytać:

Co tak naprawdę było wtedy moim najgłębszym pragnieniem?

Bo może za dawnym marzeniem wciąż kryje się coś, co nadal czeka na swoje miejsce w życiu.

I może właśnie dziś jest dobry moment, żeby do tego wrócić…

Kiedy patrzę na ludzi wokół siebie, coraz mocniej wierzę, że marzenia naprawdę nie mają daty ważności. Czasem nosimy je w sobie przez wiele lat, aż w końcu przychodzi moment, w którym jesteśmy gotowi dać im miejsce w swoim życiu.

Widziałam to u bliskich mi osób i sama też tego doświadczyłam.

Jednym z moich długo odkładanych marzeń była psychologia. Kiedy w wieku 50 lat trzymałam w rękach dyplom, czułam ogromne wzruszenie i dumę, ale pod nimi było coś jeszcze — bardzo proste, niemal dziecięce uczucie:

Zrobiłam to.

I chyba właśnie to jest w spełnianiu marzeń najpiękniejsze. Nie chodzi tylko o sam cel, ale o ten moment, w którym czujemy, że wreszcie stanęliśmy po swojej stronie.

Tak samo było z pisaniem. Przez lata wypełniałam kolejne pamiętniki, nie myśląc nawet o tym, że kiedyś moje słowa wyjdą poza ich kartki.

A dziś piszę do Ciebie mój pierwszy List od Ines. Moja książka jest coraz bliżej premiery, a kolejne marzenie już zaczyna we mnie kiełkować

Najpiękniejsze jest jednak to, że moja lista wcale się na tym nie kończy.

Wciąż mam marzenia. Wciąż pojawiają się nowe. I właśnie one dają mi motywację, energię i poczucie, że przede mną nadal jest coś, ku czemu chcę iść.

Nie muszę znać całej drogi.

Wystarczy, że wiem, do jakiego portu chcę płynąć.

Jak powiedział Seneka:

„Kto nie wie, do jakiego portu zmierza, temu żaden wiatr nie sprzyja.”

Może jest w Tobie marzenie, które kiedyś było bardzo ważne, ale z czasem ustąpiło miejsca innym sprawom.

Może właśnie dziś warto do niego wrócić i zapytać siebie:

Które marzenie chcę zacząć spełniać teraz?

Nie szukaj odpowiedzi zbyt długo. Zatrzymaj się przy tej pierwszej, która pojawia się cicho, zanim rozum zdąży dopowiedzieć wszystkie swoje „ale”.

Być może to właśnie Twój Głos Wewnętrzny przypomina Ci, w którą stronę chcesz iść.

Do następnego listu — bliżej tego, co czujemy, choć nie zawsze potrafimy to nazwać.


Until the next letter,

Do następnego listu,

Ines

INES SPERA

Join the readers of the next letters —

Please wait...

Check your inbox and confirm your subscription to complete the sign-up.

Dołącz do czytelników kolejnych listów -

Please wait...

Sprawdź skrzynkę mailową i potwierdź subskrypcję, aby dokończyć zapis.

Remember who you are.

Ines Spera · Vol. I

error: Content is protected !!